Na początku był tylko ból i niezrozumienie. Myślenie, że to normalne. Miesiączka ma boleć. Co z tego, że wymiotujesz z bólu? Przecież inni mają gorsze problemy. Żyjesz z tym przekonaniem. Głęboko wierzysz, że to normalne. Lekarze, rodzina nikt nie widzi w tym nic dziwnego. Znajomi przewracają oczami, gdy mówisz, że znów źle się czujesz. W pracy niby rozumieją, ale czujesz strach przed zwolnieniem.
Żyjesz z tym i stres zalewa Cię każdego dnia, bo co, jak znów zacznie boleć? Ile razy będą Cię rozumieć, a gdzie pojawia się cienka granica, gdy myślą, że wymyślasz?
Ból, stres, strach, niezrozumienie. Nikt nie wie, co Ci jest. Chodzisz od lekarza do lekarza, bo przecież czujesz, że tak nie powinno być. Zaczynasz wierzyć, że to nie jest normalne. Tylko co robić, gdy słyszysz, że wszystko jest „okey”? I tak mija czas. Wyniki krwi się pogarszają, chroniczne zmęczenie, z którym walczysz, nie ustępuje. Znów wypada miesiączka, a Ty nie możesz wstać z łóżka. Pocisz się, mdlejesz, wymiotujesz i czujesz niepokój, że znów zawodzisz w pracy, a kolejne spotkanie w tym miesiącu zostało odwołane. A Ty po prostu chcesz żyć bez bólu, bez lęku i tych tabletek przeciwbólowych, od których żołądek już boli.
Dużo kobiet się poddaje, akceptuje, że tak wygląda ich życie. Bo co mają niby zrobić? Bolesny stosunek? Po ciąży nie przeszło? Zadyszka po wejściu po schodach? Brutalnie brzmiące słowo „życie” pojawia się w myślach każdej z nas. Ale to nie jest życie.
Mój drogi czytelniku, ja zaczęłam powoli znikać w środku od tego bólu. Przestałam czuć ciało. Nie chciałam walczyć, chciałam akceptować. Tylko jak długo można znosić ból, który Cię niszczy? Bezradność, płacz i krzyk.
To wszystko brzmi strasznie, ale taka jest prawda. Tak wygląda życie niezdiagnozowanej kobiety chorującej na endometriozę.
W 2022 roku trafiłam do ginekologa jak myślałam z infekcją. To tam pierwszy raz usłyszałam słowo „endometrioza”. Trochę się ucieszyłam, że jest jakiś trop, którym mogę podążać, ale jednocześnie się przeraziłam. Niestety pani ginekolog nie do końca wiedziała, jak mi pomóc, a jej metody tylko pogarszały mój stan, co potem zostało potwierdzone.
Co było potem? Mój upór i chęć życia bez bólu trzymały mnie przy tym, by drążyć temat. Kupiłam książkę o diecie przeciwzapalnej, bo gdzieś przeczytałam, że pomaga przy tej chorobie. Rzuciłam papierosy. W tym czasie zaczęłam również pracę jako masażystka. Zadbanie o ciało stało się dla mnie priorytetem, bo inaczej nie mogłam dbać o moich pacjentów. Dzień zaczynałam od jogi i tak też go kończyłam. W moim życiu pojawiło się również nowe wsparcie w postaci partnera i czułam, że nie jestem sama. Życie wokół mnie zaczęło się zmieniać, a ja byłam gotowa zmienić wszystko.
Minął rok. Trafiłam w social mediach na profil Fundacji Endo Polek. Pamiętam, jak zaczęły lecieć mi łzy, gdy przeczytałam: „TO NIE JEST NORMALNE, ŻE BOLI”. Przejrzałam ich treści i napisałam wiadomość z prośbą o pomoc. Kasia, założycielka fundacji, poleciła mi panią ginekolog. Zapał trochę opadł, gdy termin wizyty był dopiero za pół roku, ale byłam gotowa czekać tyle, ile trzeba.
– Ma pani endometriozę III°. To zaawansowane stadium i podchodzi pod stan operacyjny – powiedziała ginekolog.
W tamtym momencie poczułam dużo różnych emocji. Zaczęłam płakać i sama do końca nie wiedziałam, dlaczego. Poczułam ulgę, bo w końcu ktoś jasno powiedział, co mi jest. I jednocześnie strach przed słowem „operacja”. To nie były przypuszczenia ani domysły jak wcześniej – to była rzeczywistość, z którą musiałam się zmierzyć.
Dostałam pierwsze leki. Dowiedziałam się, że tak naprawdę nie do końca wiadomo, jak leczyć to schorzenie. Pani na poduszce w kształcie macicy pokazała mi, jak wyglądają moje jajniki, a jak wyglądać powinny. Była bardzo delikatna i konkretna. Czułam się zaopiekowana i potem byłam już pewna, że płakałam mimo wszystko ze szczęścia. Wiedza doktor i jej podejście bardzo mnie uspokoiły. Oprócz leków dostałam również rozpiskę suplementów, porady, co robić, by żyć lepiej. Holistyczne podejście bardzo mi się spodobało.
– Życie z bólem to nie życie. Jeśli tylko coś będzie nie tak, proszę do mnie pisać.
I tak to zdanie stało się moją bezpieczną kotwicą i nadzieją na lepsze życie.
